Więc, w niedziele wróciłam do domu. Nikomu nic nie mówiąc i robiąc wszystkim niespodziankę. Naprawdę warto było! Byli porządnie zaskoczeni. (I całe szczęście, ze padał deszcz i mama i julek byli w domu bo było by nieciekawie. Taty tez akurat wtedy nie było)

Podróż do domu zajęła z pewnością dobę (nie pamietam dokładnie, ale było długo) w była chwilami BAAAARDZO nie wygodna, ale dojechaliśmy. Dziwnym uczuciem było ładować w domu i wiedząc, że nikt nie wie, że jesteśmy w domu.

A bycie w domu jest dziwnym uczuciem. Miło było sie ze wszystkimi spotkać, ale tak jak w zeszłym roku to juz jestem gotowa, zadowolona i chętnie juz wrócę na np Wyspy Cooka.

Ahh ale tam to było^^

Cieżko jest tez sie przestawić spowrotem. Przestawić czas i godziny snu do normy. Cieżko jest sie utrzymać obudzonym dłużej niż do 19-20..
Cieżko jest tez sie przestawić na myśl o tym, że samochody jeżdżą po złej stornie (tak po złej). Wiec kończy sie na tym, że patrzę w złą stronę kiedy przechodzę przez ulice 👍🏼👍🏼👍🏼

Wczoraj dwie i pół godziny przed odlotem zamówiliśmy bilety do Bali! (Say whaaaaat?) po siedzeniu w samolocie na lotnisku w Sydney przez pół godziny wyruszyliśmy. 

Podróż była długa i dosyć nie wygodna.. Ale przyjemnie było dojechać na miejsce. Opuszczając przy tym chłód Sydneyowski i ładując w bardzo grubym powietrzu w Indonezji. 


Przeszliśmy przez juz kolejną kontrole paszportów z wypisanymi karteczkami dla przylatujących (to juz standard) a potem czekaliśmy na nasze plecaki z pewnością ponad godzinę.. Skończyło sie na tym, że wyszliśmy dopiero z lotniska na przyloty krótko przed północą. Naszczescie nie było daleko do hotelu i z przyjemnością padliśmy zmęczeni do łóżek przy tym szybko zauważając ze dostaliśmy zadarmo wodę co oznaczało ze nie musieliśmy iść szukać sklepiku na kupno właśnie wody :) 

Jest ciepło, nie żartuje. Duzo lepiej niż w Sydney. To jest temperatura dla mnie 😁 ~28stopni wieczorem^^ 

Dosłyszenia! 
Sydney
Jest kilka rzeczy których mi brakuje z domu. Zrobiłam sobie mentalną listę, którą mogę sie podzielić :) 

Własna łazienka i prysznic.
Już mam dosyć wchodzenia do toalet ala przebieralnie, z kilkoma budkami obok siebie .. To samo z prysznicami. Słuchanie innych fałszywe śpiewy i fakt, ze ścianki nie idą do dołu wiec woda pryska z dołu od sąsiadki. I ogólnie słuchanie wszystkiego co sie dzieje, woda gdzieś leci, ktoś suszy włosy, myje żeby, ktoś wyciera ręce. Brakuje mi możliwości zamknięcia sie samej w łazience. 

Mojego łóżka. 
Moje duże, miękkie łóżko jest coś co mi tez brakuje. Łóżka które mieliśmy nie były złe ale itak brakuje mi mojego własnego łóżka w moim pokoju z moimi misiaczkami.

Rodzinę. 
Tak, brakuje mi was. Zmiany towarzystwa troche. Innych rozmów. Kramar. Fika z mamą przy jakimś miłym filmie albo na balkonie albo w kafejce. Umgåsanie sie z tatą, jeżdżenie samochodem ;p rozmowy z Julkiem. Kort och sagt, brakuje mi was. Ale juz nie długo! (Pewnie sie spotkamy szybciej niż myślicie;)) 

Moich przyjaciół. 
Tu tez, zmiana towarzystwa, rozmowy, kramar, fika. Poprostu bycie z nimi. Owszem troche rozmawialiśmy i te rozmowy zrobiły, że mi ich bardziej brakuje. 

Jedzenie. 
Jedzenie w Australii jest dobre, ale brakuje mi domowego jedzenia. I tego, że w domu jest więcej możliwości żeby zrobić więcej urozmaiconych vego dań. Np. Bardzo mi brakuje mamy linslasagne 😍🙌🏼 albo bönbiffar z sosem śmietankowym (ten który ma być do sosy szykownego ale bez szynki). Mamy ciasta 😍❤️ herbatka. Taty chleb.  

Elviska. 
Mys z kicią. 

To jest kilka rzeczy za którymi tęsknie i których mi brakuje .. 




Dobranoc😘