Wróciliśmy na kilka dni do sydney przed naszym następnym ruchem, który ustalamy dzisiaj ;) jesteśmy w naszym kochanym Wake Up! Sebastian poszedł kupić śniadanie a ja siedzę tu z kawką^^

👋🏼😘


Zrobiły sie pomarańczowe! Nie tylko one, białe skarpetki które miałam na sobie jednego dnia i shorty tez sie zrobiły pomarańczowe :p 

Piasek 
Okej, może czas już coś napisać o tych 3 intensywnych dniach na pustyni ? 
Nie będę tu pisać wszystkiego bo zrobi sie z tego cała księga i coś chce tez zostawić do opowiedzenia w domu ;) 

Wiec tak : 
O 5.30 podjechał pod nasz hotelik mały busik z naszym guide i reszta 18 osobami (byliśmy ostatni w autobusie, a bycie ostatnimi albo na ostatnia sekundę jest już częścią nas 😜) i ruszyliśmy. Jeśli sie nie mylę to tego pierwszego dnia jechaliśmy 8 godzin samochodem ! Nie wszystko naraz ale to itak było dużo  


Wschód słońca z samochodu. (Z tyłu coś w stylu przyczepki gdzie były nasze rzeczy, kuchenka podróżna, jedzenie itp)

Po lunchu w samochodzie dojechaliśmy do pierwszej prawdziwej wycieczki na Watarrka National Park (Kings Canyone). Słońce parzyło i było ~30 stopni i mieliśmy iść ca 6km. Wiec wzięliśmy nasze 4,5litra wody i ruszyliśmy. 



Gorąco ale PIĘKNIE!!! 

Na noc pojechaliśmy na Bush Camp. Ugotowaliśmy wspólnie obiad na ogniu, upiekliśmy chleb (!!!!) i mieliśmy miły pierwszy wieczór na totalnej pustyni , tylko my i natura. 

Spaliśmy w tak zwanych SWAG's. Jest to coś w stylu śpiwora do którego sie wkłada zwykły śpiwór. SWAG jest bardziej dopasowany do drastycznych zmian w temperaturze (w nocy mogło być ca 10stopni!!!!)

Byliśmy także przy Kata Tjuta i nauczyliśmy sie troche o rożnych aborygeńskich zwyczajach i jak oni patrzą na rożne rzeczy. Nauczyliśmy sie tez bardzo dużo o naturze i roślinach na pustyni, naprzyklad to, że na pustyni są 4 rodzaje drzew które sie tak dopasowały do osrodowiska, że sie troche przekrztalcily ! 
Kata Tjuta ^^

Byliśmy tez oczywiście przy Uluru zdaleka i z bardzo bliska :)

Uluru jest pełne historii, która jest tez troche smutna przez rożne czyny białego człowieka który przyjechał i postanowił ze Ta skała teraz jest ich i związku z tym "odkryciem" nazwano je "Ayer's Rock" potem gdy oddano skałe aborygenczykom nie chcieli żeby ich świtę i specjalne miejsce miało białe imię wiec nazwali je po najstarszej osobie w ich "grupie" a oni mieli na nazwisko (czy tam imię rodzinne) Uluru. Wiec Uluru nic nie oznacza jak inne nazwy innych miejsc ale nie jest przez to mniej warte. Jest to jedno z najbardziej sacred places w okolicy. 
Widzieliśmy magiczny wschód słońca przy Uluru ❤️ (na który wstaliśmy przed 5 ale było warto, wcinać śniadanie przy tym mogę cześciej 😉)

I to nasza wycieczka w skróconych skrótach 😜 

Podsumowując była to super wyprawa nasza guide była świetna, wszyscy byli super (aż mi niektórych już brakuje :c) jedzenie dobre a miejsca w których byliśmy magiczne!! Naprawdę polecam!⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ z 5